a wagabundzi błądzi, pół roku
zawsze lewej dłoni daruje papierosa
zawsze prawe oko zasłoni włosami
ogryźć płatek maku z zębami
leżałam na sypanych kamyczkach
wymieszanych z dogasającymi papierosami,
krople deszczu były tak ciężkie, że ich pęd powodował przytłoczenie
na plecach czułam wciąganie w tłum, w ten znieczulający tłum
zobaczyłam zieleniejącą roślinę,
struwającą wszystkie wspomnienia
za trzy, dwie, zbyt późno dotarłam do uwagi, sekundy, pojawił się mak
zbyt neutralnie chciałam ogryźć płatek z zębami
rozpuszczam szwy we krwi, wodzie, ślinie, moczu.
ugryzłam raz a
a nie wrócę już nigdy