na dachu, bez pośpiechu, kredą po betonie
na szarym tle białymi strumieniami
opowiem z lekko rozsypaną egzotyką
nie szkodzi, to nieustraszeni chemicy 'fantazjaci'
najpierw głośniej, najpierw ciszej
autentycznie, nic później nic bliżej
z pułapką na umiarkowanie
sól na niebie, odpowiednia jej dawka
pod wpływem smaku, oko niebieskiego kiwi
takie było, kłamać nie wypada
spalony aloes, do próbówki, narodziny
Gaja na słodko, na dachu przez okno
nie zejdę na ziemię, znów dach i znów okno
bez steru, kolorowane lampy neonowe
róż fioletem się plami, umarł ktoś ci, ktoś cię zranił?
sarny biegną płacząc zielonym
a granat, a granat to pęczek cynamonowy
na czerwonym tle szary kot witaminy zażywa
chciałabym, żeby wszystko się paliło
wszystko w czasie pauzy, gry cienia na gitarze
zmieszają się nam laboratoryjne twory
na brudno, chemicy uciekinierzy
nie schowasz się Gai
nie schowasz się Gai.