31 lipca 2010

znaki

(dla: nie zamykajcie się!)
znaki

widzę czerwone maki na skroniach
widzę klinikę dla zamkowych czarownic

widzę spadające kawałki księżyca
widzę zaniedbanego mistyka

widzę noce bez wszystkich domów
widzę koniec życia klinicznego

widzę jak z miast okradają frenezję
widzę odbarwienia ptasich skrzydeł  

widzę człowieka z którego woda wycieka
widzę fortece morskich chłopców

widzę rozkruszone szarości klonów
widzę nieskończoną zieleń kończących się lasów

widzę wiarę w znaki

29 lipca 2010

zmęczenie

odkrywamy poziom za myślami, za racjonalnością, 

etap za brudem jakim są nasze języki, nasze słowa

zmęczenie

brak brzegów w świecie
tak mówiła matka
od urodzenia słyszałam
możesz robić wszystko
masz moce,
wyjątkowość masz kochana
a miłość moją mimo wszytko

ty ja superbohaterzy

potem mówiła - zacznij się ścigać,
następnie - dogonisz,
znów - biegnij, nieodpoczywaj
aż zostawiła mnie z - wystartujesz
bez znaków zapytania.

ty ja superbohaterzy

a jednak...
a jednak czuję się zmęczona,
zapach pościeli, mydła,
i szampon do włosów
i sen.



nie chcę ocalać świata
tylko spać, przyznaj się
wyobraźnia będzie żyć za mnie
wycisz się mała,
mów sobie jesteś piętro wyżej
poza światem,
czy ty jedyna natchniona bezczynnością ciała?

ty ja superbohaterzy?

27 lipca 2010

nibylandia

nibylandia

gdzie jest Twoja dusza? może jest wolna?

nibyburza, nibygłos, nibycios
a nadal w snach atakuje Cię stado os

nibyksiężyc, nibyszept, nibylot
i nadal facet nie powie, że słodki jest kot

nibyprawda, nibygest, nibylas
a nas jak nie było, tak nie ma na czas

nibycukier, nibyojciec, nibytechnnika
i nadal nikt nie pójdzie do kobiety mechanika

nibykwiat, nibywróżka, nibyinny
a w więzieniu nadal siedzi niewinny

nibymiłość, nibyśmierć, nibysmak
i nadal żyjesz choć wszytsko jest nie tak

nibypolityka, nibyserce, nibyzasadzka
a nadal Twoja twarz jest tak ludzka

wolna? niedorzeczność!

25 lipca 2010

Niechęć

w środku życia
jako całość
stworzyłam obraz
półwysep
las
parna atmosfera
mech
ślepota techniki

23 lipca 2010

nie maszerują, nie spacerują, a idą

na tym rysunku mam krótkie włosy i koszulkę z napisem: spotkamy się w południe na skraju snu..



nie maszerują, nie spacerują, a idą


idą
w herbacie zapłakane fusy
w powietrzu rozszarpywane bluzgi

idą
gdzieś, gardząc słowami
gdzieś rozpruwając agresję

idą
chyba za karę reanimują
chyba sny szczotką wymywają

idą
kategorycznie żądając zmian
kategorią dodatkowych zdań
        
 idą ciałem tatuowane dreszcze



jeszcze krok,
tylko jeden krok do kanibalizmu.

20 lipca 2010

psychodeliczny rap

Czy pytają Cię o czym myslisz? 
- w tym momencie?
- tak, właśnie w tym co mija, tym dążącym do śmierci?


psychodeliczny rap 


różne rodzaje elektronicznych kwasów, 
szczypią mnie w oczy,
nici się powiązały
dźwięki w melodiach oszalały
muszę słuchać
wciąż
wciąż
czekolada, ławka, zgon

przykleiłam się do pewnej rubryki
i sobie tak płaczę, troszkę beczę, o histerię haczę

nigdy nie zapamiętam wszystkich jego morałów
nie posiadł zdolności dyktowania,
ja występowania, chyba za dużo widzę głów
rozdział jest nieistotny
zamordyzm jest duszo ulotny
krzyk jest niewymowny
blues jest samotny

taki już szyk 
roznamiętniam tą farbę.
uczuć kokardę
czyżbym była gotowa
na krucjatę 
a gdzie ballada 
przeklęte jej słowa

kastruję tę abstrakcję
pajęczyna na wietrze majaczy

chcę cię wzruszać, wpływać na ciebie
mimo że słowa są trucizną 
mimo że ci tak bardzo szkodzę
marzę by manipulować 
osiągać ciebie
zdobywać
to jest moje
to jest moje

17 lipca 2010

opowiem Ci bajkę

od jutra podlegam tylko poprawnym emocjom
od jutra staję się lodowacie bezbłędna
ale od jutra.



opowiem Ci bajkę.

biegnę przez krainy półmroku
do baśniowej gorzkiej chaty
na krzemiennym, górskim zadrapaniu
odnajdę flakon diabelsko skrzydlaty

będzie w nim soczysta trutka
uśmiercająca monotonną intonacje
już od wczesnego popołudnia
planuję tę perfidną likwidację

trzech niezdrowych kropli rym
dodam do wieczornej kawy
taki mandat za unikanie pytań
budzący zamęt i obawy

uwalniając z władz ozdobnego bluszczu
te nieśmiałe kaprysy
posadzimy je w ogródku
by wyrosły wiosną, jak irysy

bynajmniej. nie dostanę kary.

14 lipca 2010

dzień z życia

lubię chodzić nocą

dlatego pewnego dnia wyruszyłam, ze dwie godziny przed świtem
wzięłam na plecy gitarę z której wydobywam prowizoryczne dźwięki
i wyruszyłam w stronę wcześniej upatrzonej szosy
szosa ta, to połatana ziemska mozaika:
trawka, dziurka, betonu trochę,
pozostałości po rozjechanym jeżu i puszka po nieznanym mi piwie
asfalt był ciepły, jak powietrze, którym się zwykle mocno zaciągałam

lubię ciszę świtu

jest specyficzna, na pewno o tym wiesz:
przenikająca świeżość mamiąca zmysły wszystkich stworzeń
trans, trans, trans
dodam, że świt dyktuje para: Władca Błękitu  i Szara Dama
dama leczy zapach
szarość nie znajduje się w definicji, którą znałam
jest pełna finezji, po ziemskim świecie rozwiana
otula najmniejszą muszkę, największe pnie drzew
władca leczy smak
błękit jest jedynym łącznikiem ziemi z niebem
pokazuje nadzieję na przejażdżkę po orbicie
mówi: "mamy wspólną krew kochana"

lubię prawdę w życiu

widzę to wszytsko a słowa są nietłumionymi myślami,
tu nie przebieram się w postacie z miejskich bajek,
wcześniej obowiązkowych po pobudce
idę, żyjąc detalami, drobnymi nazwami,
z uśmiechem dziecka, ciekawością śmiertelnie chorego,
z naiwnością niemowlęcia, z buntem szesnastolatka
z poczuciem czasu starca i siłą młodości
nie ma nic z dorosłego?

...i ta chwila, gdy
czas odpocząć, stłumić głód, zagrać piosenki
czarno biała gitara rozsypuje moje dźwięki

jakiś tchórzliwy, pijany, leśny człowiek przebiegł przez drogę
zanucił, pogubił marzenia, nawet nie obrucił się w moją stronę

a mógł posłuchać słów beztroskiego wagabundy.

13 lipca 2010

masz władzę

Po odlaniu wody i wyrzuceniu kości
Przychodzi wreszcie czas na wnioski
Fakty są smutne, lecz powiedzieć to muszę:
W człowieku naprawdę niewiele jest duszy
W człowieku naprawdę niewiele jest duszy...
tekst: Ile procent duszy Dezerter


masz władzę

proszę uczyń mnie panią mórz i oceanów
przepadnę w intensywnych błękitach

porażka za porażką 
odchodź za oprzytomnij
bezbarwne w zamian za bezwładne

zaniechaj tych marnych ludzkich snów
widzę już imię w starożytnych mitach

próbuje doczekac się śmierci
szybciej, jesień nadchodzi
szybciej, ciemno jest tylko chwilę

czy muszę zaprzedać duszę?
źródła, para wodna i fal lawiny.


pani skacze w Twe głębiny

12 lipca 2010

szkoda czasu

szkoda czasu


nie jestem poszkodowanym

tak, spieszy mi się ale muszę czekać,
skrzydła dostanę przy końcu świata

w między czasie poznam otoczenie
może z nudów, może z ciekawości

wykopię pod sobą głęboki dół,
aby położyć się na fundamentach

nawet gdyby to miały być wszystkie kolory oceanu
przytulę się, choćby samym policzkiem

i obdarzę je romantycznym śpiewem rebelianta
a z dźwięków ułoży się boisko

anielski pas z którego wystartuję dalej




szukaj szukaj szukaj
pięknych dusz szukaj
jedna kulka do misy  z rozgrzeszeniami

09 lipca 2010

bratnie

    /...wiesz, że inaczej dziękować nie potrafię/


bratnie 

nie musisz mówić 
nie musisz na mnie patrzeć
abym mogła Cię zrozumieć
rodziliśmy się braćmi

mamy inną krew
przeciwną płeć
żyjemy gdzieś razem
żyjemy razem, a świat nas atakuje

niszczą nasze mury, 
dopadają nieogrzane słabości
bronisz mnie, wciąż i wciąż
oddam za Ciebie wszystko

gdy łzy się usamodzielniają
łzy, przy tęczy bratniego oka
biorę Twój miecz
tak jak Ty, brałeś mój

gdy nie wystarcza oddechu
braknie sił, mej bliźniaczej duszy
za Ciebie wrogów opluwam 
tak jak Ty, plułeś na moich

jesteś moją alternatywą
a ja Twoją
czy ktoś zdoła to zmienić?
czy nasze szeregi poronią?


Kto wtedy przytuli Twe psychodeliczne serce i me histeryczne spojrzenie.


                                         

07 lipca 2010

podcięcie żył

porą zimową,
 zimową nocą,
nocą pijaną
pijaną na śniegu,  
napisałam właśnie to:


podcięcie żył

idziesz na górę, cała umazana  w bieli,
nie wypada się kąpać w świcie bez pościeli

scena
prowizoryczna fabuła
puste kartony
nieżywe pająki

będzie widno, zapomnijmy o tym teraz
czystości czerwieni przypatrujermy się nieraz

scena
prowizoryczna fabuła
puste kartony
nieżywe pająki

cukier puder z nieba leci, we własnym teatrze
a ty plączesz się po nieprzytomnym kadrze

scena
prowizoryczna fabuła
puste kartony
nieżywe pająki

dopóki ktoś szuka twojego oddechu



krew jednym wzlatuje, innym upływa

05 lipca 2010

owoce

                                                  / dla wspomnień, dla blizny /

owoce

herbaciane jabłka ze skórki Ci obiorę
jeśli zechcesz
w tęczczową sukienkę się przebiorę
jeśli zechcesz

każdy zakątek dla Ciebie zdemoluję
tylko szepnij
całe ciało Twoimi marzeniami wytatuuję
szepnij

pokocham być raniona
gdy skiniesz
nauczę się być spragniona
gdy skiniesz

spędzę z Tobą lata
powiedz jedno słowo
odnajdę bramę do nowego świata
powiedz  słowo

położę się w poprzek torów
popatrz na mnie
przestanę mieć dziennie tysiąc humorów
patrz na mnie

będę znikać
mów!
będę tańczyć
mów!
Cię całować
mów!
mów mów...
  

02 lipca 2010

dziki wiśniowy bandyta

"Dusza i ciało szły, a raczej pełzły obok siebie, lecz oddzielnie, tak wątłą była łącząca je nić."
Miłość Życia Jack London 


dziki wiśniowy bandyta


oddechy zamaskowanego były zanieczyszczone
nie pozwalało mu to posługiwać się językiem
dzisiejszego miejskiego erudyty

zanieczyszczone oddechy
zimne minuty
mokre krzemienie
pijane butelki


minuty tego bandyty przestały być progresywne
odnalazł więc bezpieczne kategorie, aż cztery
w których się nie gubił


zanieczyszczone oddechy
zimne minuty
mokre krzemienie
pijane butelki


próbował latać - i co powiesz?
nawet srebrny samolot zbudował, ale...
za każdym razem na mokrych krzemieniach lądował


zanieczyszczone odddechy
zimne minuty
mokre krzemienie
pijane butelki


sąsiedzi pytali wyłącznie o owoce
wiśnie pielęgnował, do granic dzikości
mimo, że od nadmiaru facet miał mdłości


zanieczyszczone oddechy
zimne minuty
mokre krzemienie
pijane butelki


taki był dziki wiśniowy bandyta