30 grudnia 2010

*

                        "run, rabbit run. dig that hole, forget the sun"
                           (uciekaj, tchórzu uciekaj, wykop sobie norę, zapomnij o słońcu)
                                                                                                                         breathe , Pink Floyd


słuchając muzyki, zamykał oczy i tańczył
tańczył boso, po kostki w rozpuszczalnikach

posługiwał się tą samą odurzającą gestykulacją
wiedziałam jedno, widywał sceny z przyszłości

nigdy o nich nie opowiadał, choć bardzo prosiłam
wciąż i wciąż, on zawsze odmawiał

z czasem zawładnęłam nim, przystał z bezsiłami
któregoś wieczoru uległ, stwierdził że przepisał:

"ujrzysz kontury, potem cienie, w końcu ciemność"
i ujrzałam, a teraz rozcieńcza się moja krew

20 grudnia 2010

płatki wszystkich kolorów skór

do wiklinowego kosza
pozbierała dziewczyna płatki
wszystkich kolorów skór

wierzy tylko ona
że zdąży na czas i obroni się
szyjąc z nich ogromny mur

i wie i już jest tego pewna
każdy wydobędzie trochę dźwięku
jak sól w wodzie
tak rozpłyną się w jej dłoniach
opuchniętych od lęku

16 grudnia 2010

tak jak wczoraj, dla psa

      postindustrialna muzyka  

tak jak wczoraj, dla psa

pies się boi
szczeka
drżenia nie ukryje
pan powiedział do siebie,
powiedział, że jutra nie dożyje

właściciel,
wyjdzie z kolorowych ścian
i jeszcze dziś zażyje,
zażyje rozmaryny,
wciąż rosnące

pomijając ulotkę
torami, torami
przejdzie od maszyny
do zatrucia
zbyt sycące

stwierdził, potrafi
spojrzeć przez dno słoika
wola niszczenia
tłum
woli więcej fotografii

w jakimś sensie
kłamstwo ubywa
nic wielkiego
doskonałość paralityka
stała sie możliwa

okoliczności pozwoliły
zanotować mieszkankę
idąc przed nim
od nowa nie mówi,
od nowa nie słucha

miasto podobno śpi
ona jak kostucha
jest taka jak wczoraj
tak jak wczoraj
nic a nic

południową gitarę zimnym napoi
dla psa przeżył, pies się nadal boi

13 grudnia 2010

blaj

z immunitetu wirusa
z immunitetu wirusa
jest

blaj

nastroje skrajne
jak pan muszkę pod szyją zawiąże
przyduś, rozluźnij
tak lekko oddycham

ostrzegam z bladej, balladowej cery
w koszuli szytej z czerwonej koronki
garniturek z plasteliny,
ulepili go ślepi
pomagały trzy ludzkie, szarmanckie mrożonki

energia w kompatybilny sposób przybiera,
jeśli chcesz, będziemy grać wysoko
awansowała na
na karierowicza
kariera nocnego chodzącego markera

drży włos przy skroni
o bluesowej charczącej patri glorii
takt, para, chmura niedozwolonego gazu
czas się kończy, dość agonii

a zły mężczyzna nadal
zła kobieta nadal
określają współrzędne swego kokieta
mamy lata bez znaczenia
dołożyć występ do garści rozkojarzenia

blaj
blaj
blaj
blaj
nastroje skrajne.

11 grudnia 2010

margines

brałam leki dla skutków ubocznych

idę normalnie, jak co tydzień, mama wie,
skręcam w ciemną uliczkę, odpalam kapsel
doznaje szoku,
okazało się że linię marginesu ułożyli z rumianych moreli
zniszczyli podstawy bytu! czy tam w biurze skretynieli?!
a za nią, za tą śmieszną linią, to nie złudzenie, pole jedwabnej pościeli
poduszki wyszywane, zdobione brzegi
i nie ma graciarni
i nie ma twarzy wyrzuconych z ulicznej legii
miał być brud, skrzynki kurzu, śpiące owady
miałam leżeć jednobarwnie, góra dwu na papierze gazetowym
jeść czerstwy chleb, wyobrażając siedmiowarstwowe torty
gnić, bez prochu, bez śladów
wszystko miało być bezpłatnie!

ale czemu? ale jak? gdzie przekleństwo?
muszę czuć się wyzywana
a tu, patrzcie! paranoja!
podają filiżankę melisy, nagle czuję się kochana

margines to lek prywatny, chroniony i konieczny.

09 grudnia 2010

delirka


dzisiaj zobaczyłam klawiaturę. 
po czterech miesiącach
witaj. 
odpowiadaj.

warto czy nie warto


warto czy nie warto spytałam, a tak mi odpowiedział On


zgrzyt krzyku nad fascynacją
nie zabiorę ci bólu
to nie androny
czekam na tysiące chwil rezygnacji
sprawdzam cię
kiedyś usłyszysz zbiór braw
i brawa Ci za to już teraz
kiedyś w oku człowieka ujrzysz błysk prawdy
kiedyś, nie teraz
dostaniesz najprawdopodobniej, tylko sekundę
szczęśliwej końcowej kolacji
czy warto było?
warto spytam!
spytam kiedyś, nie teraz.
hej! nie łudź się! nie będę za ciebie trzymał kciuków.