brałam leki dla skutków ubocznych
idę normalnie, jak co tydzień, mama wie,
skręcam w ciemną uliczkę, odpalam kapsel
doznaje szoku,
okazało się że linię marginesu ułożyli z rumianych moreli
zniszczyli podstawy bytu! czy tam w biurze skretynieli?!
a za nią, za tą śmieszną linią, to nie złudzenie, pole jedwabnej pościeli
poduszki wyszywane, zdobione brzegi
i nie ma graciarni
i nie ma twarzy wyrzuconych z ulicznej legii
miał być brud, skrzynki kurzu, śpiące owady
miałam leżeć jednobarwnie, góra dwu na papierze gazetowym
jeść czerstwy chleb, wyobrażając siedmiowarstwowe torty
gnić, bez prochu, bez śladów
wszystko miało być bezpłatnie!
ale czemu? ale jak? gdzie przekleństwo?
muszę czuć się wyzywana
a tu, patrzcie! paranoja!
podają filiżankę melisy, nagle czuję się kochana
margines to lek prywatny, chroniony i konieczny.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz