29 czerwca 2010

Miłość Życia


nie mogę się poddać

codziennie piszę nowy pożegnalny list
co wieczór układam nowe zdania z tych samych słów
co świt wyruszam w nową podróż o tym samym kierunku
co rano zasypiam nowym snem o tej samej treści
co noc czekam bezsennie aż coś się wydarzy




"Wtedy zaczęła się jedna z najbardziej ponurych tragedyj, jakie kiedykolwiek rozegrane zostały na północy: pełznący półżywy człowiek, słaniający się półżywy wilk, dwa stworzenia, co wloką poprzez pustynię bliskie śmierci ciała i polują nawzajem na resztki 
swego życia." 
fragment z Miłości Życia Jacka Londona 




dlaczego? 

28 czerwca 2010

Arkadia

Gałęzie.

nieopodal

pod wzgórzem, późną jesienią
otoczonym leśną błogą zielenią,
zasłuchanym w wycie dzikich dźwięków
o tam, zauważyłam kontrast jęków

widzisz?

suche (nie stwierdzono czy stare) drzewo,
wygrzewało się na słońcu, metr od żywego
tańcząca soczystość z głębokim snem
odczytują swoje wiadomości każdym dniem

tamtędy szłam.

ukrywają spojrzenia udając pomnik beznamiętności
następnie układają ballady do władcy samotności
nucą je tylko pochmurną nocą
i proszą łzy by zmieszały się rosą

pomóc?

ich gałęzie połączyłam zuchwałym hamakiem
tworząc atmosferę z ośmielającym smakiem
ta kapryśna, rozpalone i ta romantyczna, tłumione
wyszeptały słowa przed światem utajone

a ja, drogą idę dalej...


poświęcę wszystko tylko daj mi na imię Arkadia
oddam całe serce i duszę, sen i półomdlenie
oddam jego, siebie i ostatnie westchnienie
tylko daj, cholera daj! szczęście, jedyne marzenie. 

25 czerwca 2010

efekty specjalne

I wciąż zadaję niechronologiczne pytania.
a jak Ty pytasz?




efekty specjalne


gdzie kupisz żółte glany?
przy kontroli urodzin


widziałeś szminkę pod kolor ściany?
na wyprzedarzy niewolników


zamoczyłaś usta w gorącej wodzie?
nie, dziś sędzia trochę niemy


czy porozmawiasz z nami o zgodzie?
o żydach kawały

czy to owoc dojrzały?
chyba do wojska zabierany


baczność
spocznij
umieraj!

24 czerwca 2010

torturuj na żywo

torturuj na żywo

zwymiotować mam tu czy wyjść do łazienki?
niech ludzie patrzą, niech słuchają te dźwięki
nie powinnam zwracać
nie powinam takiego stanu pokazywać

tylko czemu mam się powstrzymywać?
to odruch naturalny
zaraz wyjdę na chodnik!
zaraz zobaczysz moje wnętrze

i jak się teraz czujesz, drogi widzu?
koszyk stoi, reakcję swoją wybierz
pierwszego kopniaka dostanę żałosnego,
drugiego bardziej brzydzącego

a może się pośmiejesz?
przecież to wspaniała komedia
działam na ciebie płaczem
ależ anomalia, z kultury wyjęta


bez śladu niezgody
koniec z rozpatrzaniem odruchów
kiedy chcę płakać, ciurkiem popłyną łzy
gdy chcę wyjść, zatrzasnę jeszcze drzwi


(treść z historią, jeszcze nie do końca domytą, 
staram się Mistrzuniu, tylko spójrz jak tu czysto?!)


22 czerwca 2010

więźniowie przeszłości

zobowiązanie

płynie rzeka, stumień, kamienie
są zakręty
są dwa brzegi
jestem troche tam, trochę tu
zamiast wybrać stronę
położę się w wodzie
i nie ma mnie w całości tam
ani całej nie ma mnie tu
nie utopię się
ani nie będę ciągnąć życia
po prostu jestem i zaśpiewam
obiecuję, że kiedyś zaśpiewam



"Łzy nowe, z uczuć starych wytoczone,
Wskazują, że ten sam jestem, co zawsze, 
Przez tysiąc buntów i walk zmieniony." 
                            Francesco Petrarca Sonety do Laury



20 czerwca 2010

profanacja wrażliwości

wsadź sobie w dupę logikę, przypadek i 
te wszystkie znaki boskie! mam dość wszelkich wymówek, 
mam dość ciebie. rozumiesz! 


profanacja wrażliwości


są metr od niuansu
i metr od głupoty

sugestia to tylko formalność

zabierają nam gazetę
brudząc atramentem

czy nie masz dość?

podcinają jąkanie
zamiatają na stos szept

wyciągnij wniosków pewne ilości

szarpią za lakiery
segregują pijane butelki

zapis ma się od skłonności

kiedyś podziękują
dziękowanie bardzo źle traktują

o spokój wahać się nie należy

profanacji się oddać
chyba wszystkie zmysły wypłukali

kto w kaprys dziś uwierzy?

19 czerwca 2010

byle-jak

byle-jak

na śnieżno białej łące usiadła wietrzna dziewczyna
w dłoni trzymając szminkę w kolorze karmazyna

ten wścibski brudny kontrast wywołał nieznośny gwar
wtedy arogancka biel uderzyła w czerwieni skwar

na bezimiennym arkuszu podpisano zaprzeczenia
od teraz będą się szamotać w mgle upokorzenia

ona już marzy o pastelowej ciszy, o rumieńcach w łodzi
bez tych histerycznych uniesień w których idea się nie narodzi

dodatkowo otacza ją pozbawiona przyczyn materia
złudna nadzieja walczy by zmieniła się sceneria

uroczyście wypowiem słowa ostateczności
aby zaraz potem pozbawić życia bylejakości

18 czerwca 2010

znowu ludzie zasnęli

Znów mogę pisać, wiesz jak cudownie się czuje! Umysł mam oczyszczony, taki lekki jak zapachy leśnych miłostek. Odrzucam chemikalia, zrozumiałam, że potrzebne są innym, aby móc mi patrzeć prosto w oczy.

Czekaj, czekaj...nie miej pretensji...konstruuję obrazy na niebie.
Przecież znajdę antidotum, zobaczysz, lecz.... daj mi czas, czas na drogę, a podaruję życiu teren w którym kłamstwa nie istnieją.




17 czerwca 2010

niedokończona część Requiem

niedokończona część Requiem


dawniej dostawałam paczki z puzzlami
a, a miałam wybór, przed tymi łzawymi draniami

nie milczą

kolory za jasne, niekiedy czernią oniemiałe
o , o harmonii ciemnej i takie trochę zgrzybiałe

nie milczą

aż mnie wszystko boli, szczypie, podgryzuje
i, i czuję się toksyczna, Ty też tak czujesz?

nie milczą

myślałam, że jestem sama w tej substancji
a, a teraz wiem, będziesz tęsknił przyjacielu

nie milczą
są w ciszy


niech cisza będzie wojną o muzykę

16 czerwca 2010

w sinych ustach zawsze płynie psychodeliczna krew.

za białą lekką mgłą,  za pewną źrenicą
przy krwistych policzkach i sinych ustach
ktoś wyciąga dłonie w chaotyczną stronę
nucąc jakby do boju psychodeliczne treści

- nie słuchaj muzyki, nie słuchaj moich słów

(a niech to! usłyszałam.)

15 czerwca 2010

pójdź ze mną

pójdź ze mną

posłuchaj
gdzieś na końcu świata zabiorę cię
na spacer
na spacer ludzi przebranych w sadze

i nie martw się
nikt nas nie będzie oceniał
weź swój plecak, ja wezmę swój
ruszmy w podróż
po zaćmionych alejach księżyca

nawet gdyby to były bezpowrotnie blade strumienie
anulujemy płacz, anulujemy każdy fragment, dobrze?
dopuścimy się tylko ulotności

13 czerwca 2010

Canim-Łódka

Drogi przyjacielu, zastanówmy się czemu chcemy poznać siebie? Tak wiele mówi się o "odnajdywaniu przeznaczenia". Wymówka?!
Po odpowiedź sięgamy do natury, do swojego umysłu i wrażliwości, nie zapominajc o obecności cierpienia ciała. Poświęcamy całe życie na odnalezienie odpowiedzi, inwestujemy każdy rok i najkrótszą wolną chwilę aby zblizyć się do wielkiej niewiadomej. Słabo mi. Warto?!
Jak dobrze nam w złudzeniach, mmm...


na dnie rośnie zielona trawa
położysz się ale nie zaśniesz
trucizna dla snu.


Chyba marzę o wydostaniu się z krainy omamów i zatracających się iluzjii, chciałabym wyruszyć w podróż niekończących się prawd o świecie i o samej sobie.
ach! Bądź łaskawa Siło! - nie mogę się oprzeć, cierpię a Ty nadal myslisz, że w ten sposób będę szczęśliwsza.


"A więc nauczę cię zapomnieć , ja, Canim-Łódka! - To mówiąc rozwarł przemoca jej palce i wyprowadził przed chatę, na szlak." J.London

11 czerwca 2010

Zwierciadło Lucyfera

Zwierciadło Lucyfera

taki stan sprowadza awangardę
każdy czytał

ubierasz się w bawełnianą kokardę
mało kto rozmyślał

nie chcesz złożyć ciała do grobu
niektórzy srebra dotykali

patrzysz w oczy swojemu wrogu
plany na kartkach zapisywali

nie odróżniając smaku deszczu od smaku łez
niektórzy zaglądając
przestali mrugać

nie tą śmiercią co trzeba umierasz

10 czerwca 2010

Jadalnia resztek snu

jadalnia resztek snu

mogłabym latać
gdybyś wypuścił mnie z piwnicy
na zawsze oderwę się od ziemi

podgrzeje parapet krwią
pomóż mi się skaleczyć
rozsypie przestrzeń aby świt znalazł się w czerwieni

bo ja się otruję
jesteśmy tacy sami
bo ja się otruję
treści celowo zrujnuję

usiądę pod ścianą
tylko rozplącz wrzeciona naszych snów
tu skaza rządzi namiętnościami

zacznę śpiewać
uwolnij dla mnie struny
nim dźwięki poduszą się w pomieszczeniach

bo ja się otruję
jesteśmy tacy sami
bo ja się otruję
treści celowo zrujnuję.

07 czerwca 2010

Upływam w dół, po samą szyję.

Dzisiejszej nocy stałam się zbiegiem, rozbójnikiem biegnącym przy melodii anarchistycznyej. Uciekałam a Oni mnie gonili. Byli zbyt opaleni, zbyt niscy, z niebieskimi a'la policyjnymi czapkami, na twarzy prezentowali prześliczny szczyderczy uśmieszek. A jaki przerażający! Jaki nieludzki!  Dopadną! i stanie się coś okropnego, co? Nie wiem...za trudna metafora śpiącego.
Po jakims czasie zauważyłam, że uciekają także inni, rozbiegając się we wszytskie strony.
krzyki,
paniczne błagania,
zabierali ludzi.
Gdzie by się schować? Muszę przeczekać ten napad! Zobaczyłam krzaki tak ostre jak różane, mimo że nie były gęste pobiegłam w ich stronę, przebijam się przez raniącą  roślinę, widzę kryjówkę!  Ogromna studnia z klapą kratkowaną na wierzchu. Znajdowało się w niej błoto, patyki, kamienie.
"Nie ma wyjścia, to ostatnia szansa na ratunek". Wskakuję w gęste odpady ziemi, ledowo udaje mi się zanużyć. Upływam w dół, po samą szyję... . Niestety zostałam dostrzerzona przez jednego z wymierzających karę. Podbiega przebijając się przez krzaki, patrzy na mój bunkier, patrzy na mnie. Chyba zastanawia się czy warto wyciagnąć swą zdobycz. Nie warto. Chichocze tak realnie, aż ze strachu serce ucieka z ciała.
Zamyka klapę studni. Zostawia mnie, ponieważ z wyczerpania poddam się i udławię błotem.

Ktoś mi pomógł, ale to już inna historia.

06 czerwca 2010

a to wszystko by wędrować

by wędrować

a to wszystko by wędrować kalecząc się
na nieoszlifowanych dźwiękach bluesa.

dojdzie do wybuchu
czuje jak tu -w środku,
w tym oczywistym ciele,
o dotknij...

błąka się i nie wiem czy już wiesz
ale brnie w obłąkanie

tutejsze niedociągnięcie
w dzieciństwie nieodprasowana
w młodości uniewinniona
teraz bębni...

dokładnie rozpoznaje częstotliwość uderzeń
i sposób nacisku
rozgrywana na wyżynach klatki piersiowej
gra
graj w szachy roztargnienia


próbuje się wydostać
z projektem zawierający melodię krzyku
sylabę ukojenia
później dochodzą słowa z ostatniego monologu
w libretto do tańca z autoportretem.


(nie piszę wierszy, nie staram się udowadniać,
to tylko myśli krótkie, doszczętnie porwane, 
weźcie mnie wygońcie, wypędźcie z tego miejsca, świat się sam niszczy, 
ludzie zapominają o czym marzyli) 

02 czerwca 2010

bawimy się dniami i nocami.

biorą leki
lek na lęki
lęk o kroki
krok otulający mroki


biorą lek
leki na lęk
lęki o krok
kroki otulające mrok

01 czerwca 2010

Tobie

TOBIE

Tobie, opowiadałam bardzo wiele
lecz nigdy nie wspomniałam
o tym jak utraciłam ciało...

nieco pobladłam
a stare fortepiany
nadal kołysały

chcę się urodzić
chcę, lecz umieram

nieco zbrzydłam
bo o świcie
szarość zaspała

chcę się urodzić
chcę, lecz umieram

nieco choruję
i przez ten szum
zaniedbuję zmysły

chcę się urodzić
chcę, lecz umieram

nieco drże
poza tym własnej osoby
nie pojmuję

chcę się urodzić
chcę, lecz umieram

nieco kapryszę
a wczoraj
zakazano popijania

dlatego umrę

    dotykając negatywnych emocji słuchamy zuchwałych dźwięków


(jeszcze nie mam dwudziestu lat...moje włosy zaczynają siwieć)