Gałęzie.
nieopodal
pod wzgórzem, późną jesienią
otoczonym leśną błogą zielenią,
zasłuchanym w wycie dzikich dźwięków
o tam, zauważyłam kontrast jęków
widzisz?
suche (nie stwierdzono czy stare) drzewo,
wygrzewało się na słońcu, metr od żywego
tańcząca soczystość z głębokim snem
odczytują swoje wiadomości każdym dniem
tamtędy szłam.
ukrywają spojrzenia udając pomnik beznamiętności
następnie układają ballady do władcy samotności
nucą je tylko pochmurną nocą
i proszą łzy by zmieszały się rosą
pomóc?
ich gałęzie połączyłam zuchwałym hamakiem
tworząc atmosferę z ośmielającym smakiem
ta kapryśna, rozpalone i ta romantyczna, tłumione
wyszeptały słowa przed światem utajone
a ja, drogą idę dalej...
poświęcę wszystko tylko daj mi na imię Arkadia
oddam całe serce i duszę, sen i półomdlenie
oddam jego, siebie i ostatnie westchnienie
tylko daj, cholera daj! szczęście, jedyne marzenie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz