28 czerwca 2010

Arkadia

Gałęzie.

nieopodal

pod wzgórzem, późną jesienią
otoczonym leśną błogą zielenią,
zasłuchanym w wycie dzikich dźwięków
o tam, zauważyłam kontrast jęków

widzisz?

suche (nie stwierdzono czy stare) drzewo,
wygrzewało się na słońcu, metr od żywego
tańcząca soczystość z głębokim snem
odczytują swoje wiadomości każdym dniem

tamtędy szłam.

ukrywają spojrzenia udając pomnik beznamiętności
następnie układają ballady do władcy samotności
nucą je tylko pochmurną nocą
i proszą łzy by zmieszały się rosą

pomóc?

ich gałęzie połączyłam zuchwałym hamakiem
tworząc atmosferę z ośmielającym smakiem
ta kapryśna, rozpalone i ta romantyczna, tłumione
wyszeptały słowa przed światem utajone

a ja, drogą idę dalej...


poświęcę wszystko tylko daj mi na imię Arkadia
oddam całe serce i duszę, sen i półomdlenie
oddam jego, siebie i ostatnie westchnienie
tylko daj, cholera daj! szczęście, jedyne marzenie. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz