Dzisiejszej nocy stałam się zbiegiem, rozbójnikiem biegnącym przy melodii anarchistycznyej. Uciekałam a Oni mnie gonili. Byli zbyt opaleni, zbyt niscy, z niebieskimi a'la policyjnymi czapkami, na twarzy prezentowali prześliczny szczyderczy uśmieszek. A jaki przerażający! Jaki nieludzki! Dopadną! i stanie się coś okropnego, co? Nie wiem...za trudna metafora śpiącego.
Po jakims czasie zauważyłam, że uciekają także inni, rozbiegając się we wszytskie strony.
krzyki,
paniczne błagania,
zabierali ludzi.
Gdzie by się schować? Muszę przeczekać ten napad! Zobaczyłam krzaki tak ostre jak różane, mimo że nie były gęste pobiegłam w ich stronę, przebijam się przez raniącą roślinę, widzę kryjówkę! Ogromna studnia z klapą kratkowaną na wierzchu. Znajdowało się w niej błoto, patyki, kamienie.
"Nie ma wyjścia, to ostatnia szansa na ratunek". Wskakuję w gęste odpady ziemi, ledowo udaje mi się zanużyć. Upływam w dół, po samą szyję... . Niestety zostałam dostrzerzona przez jednego z wymierzających karę. Podbiega przebijając się przez krzaki, patrzy na mój bunkier, patrzy na mnie. Chyba zastanawia się czy warto wyciagnąć swą zdobycz. Nie warto. Chichocze tak realnie, aż ze strachu serce ucieka z ciała.
Zamyka klapę studni. Zostawia mnie, ponieważ z wyczerpania poddam się i udławię błotem.
Ktoś mi pomógł, ale to już inna historia.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz