dlatego pewnego dnia wyruszyłam, ze dwie godziny przed świtem
wzięłam na plecy gitarę z której wydobywam prowizoryczne dźwięki
i wyruszyłam w stronę wcześniej upatrzonej szosy
szosa ta, to połatana ziemska mozaika:
trawka, dziurka, betonu trochę,
pozostałości po rozjechanym jeżu i puszka po nieznanym mi piwie
asfalt był ciepły, jak powietrze, którym się zwykle mocno zaciągałam
lubię ciszę świtu
jest specyficzna, na pewno o tym wiesz:
przenikająca świeżość mamiąca zmysły wszystkich stworzeń
trans, trans, trans
dodam, że świt dyktuje para: Władca Błękitu i Szara Dama
dama leczy zapach
szarość nie znajduje się w definicji, którą znałam
jest pełna finezji, po ziemskim świecie rozwiana
otula najmniejszą muszkę, największe pnie drzew
władca leczy smak
błękit jest jedynym łącznikiem ziemi z niebem
pokazuje nadzieję na przejażdżkę po orbicie
mówi: "mamy wspólną krew kochana"
lubię prawdę w życiu
widzę to wszytsko a słowa są nietłumionymi myślami,
tu nie przebieram się w postacie z miejskich bajek,
wcześniej obowiązkowych po pobudce
idę, żyjąc detalami, drobnymi nazwami,
z uśmiechem dziecka, ciekawością śmiertelnie chorego,
z naiwnością niemowlęcia, z buntem szesnastolatka
z poczuciem czasu starca i siłą młodości
nie ma nic z dorosłego?
...i ta chwila, gdy
czas odpocząć, stłumić głód, zagrać piosenki
czarno biała gitara rozsypuje moje dźwięki
jakiś tchórzliwy, pijany, leśny człowiek przebiegł przez drogę
zanucił, pogubił marzenia, nawet nie obrucił się w moją stronę
a mógł posłuchać słów beztroskiego wagabundy.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz