Opowiem tylko epizod z tego snu, ponieważ reszta to jakieś zawikłane figle moich lęków, które potrafię wytłumaczyć. Tego fragmentu..niestety nie.
Jestem gdzieś. Mogłoby się wydawać, że to jakieś pustkowie, ale tu nie jest pusto.
Pusto jest, tylko w szczęście, w uśmiech. Panuje tu obojętność, nieuchronność, tłumiona rozpacz, poskromiona histeria. Ostatnie bicia serc pękają w powietrzu. Smutek rozlewa się. Stoję na ogromnej górze piaskowej. Na takim zsypie, na żółtawo, zielonkawo, szarawo kruchym, niekiedy mokrym piasku.
Otacza on cały mój horyzont. Nie widać końca takich górek piaskowych.
Między ziarenkami piasku chodzi życie.
Kładzie się życie,
wypowiada ostatnie słowa życie
ludzkie życie.
ktoś tym wszystkim dowodzi, nie wiem kto
jakiś tyran, despota, może...?
nie wiem, ale to przypomina obóz zagłady.
Ludzie zakopują się na czyjś rozkaz w piasku.
Sami, bez nadzoru, nabierają garści i obsypują się. Sami! to widzę.
czuję. autentyczny strach, przed pożegnaniem się z życiem, serce mnie prawie rozrywa, boje się uduszenia w piasku.
Potem ktoś ciągnie mnie za rękę. Nie brutalnie ani nie delikatnie. Zaprowadza na miejsce mojej śmierci, niczym niewyróżniające się od innych. Mówi do mnie: "musisz" i powtarza to wciąż, głośno, dobitnie, stanowczo.... i wiem, że muszę, nie mam wyjścia.
idę z nim, z człowiekiem, który nie jest okrutny. Pokazuje mi miejsce spoczynku i zostawia.
Teraz muszę zacząć się zakopywać.
Siadam na piasku. Obok inni siadają, posłusznie zakopują swoje nogi, brzuchy, gardła.
Siedzę i nie potrafię....
nie chce odejść! Ogarnia mnie panika jakiej w życiu nie doznałam.
Podbiega do mnie człowiek, ciemnoskóry - nie wiem czemu, nie jestem rasistką.
W jednej ręce trzyma widelec, a w drugiej worek z oczami!
Kuca przy mnie i stwierdza, że poczeka aż umrę, bo mam takie ładne zielone oczy i on sobie je weźmie.
i czeka, patrząc mi w oczy.
A ja się ociągam, facet zaczyna krzyczeć, już nie ma spokoju jaki panował tu wcześniej histeryzuję, zaczynam się zakopywać, krzyczę równocześnie: "chcę się obudzić, chcę się obudzić!" on mnie dźga widelcem...ostatnie "chcę się obudzić"....i budzę się.
ledwo oddycham.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz